Nie niszcz blogosfery ! | Marine Ladies - blog beauty i lifestyle

Nie niszcz blogosfery !

Udostępnij ten post



Blogosfera nabiera tępa, blogowanie stało się „modne". Śmiem twierdzić, że wygryza po kawałku gazety, czasopisma kobiece, a nawet artykuły pisane przez duże strony typu Onet, WP itd. (w których często zatrudnia się, blogerów do copywriting'u).

Ludzie wierzą blogerom, chcą wierzyć (tak mi się wydaje), bo są prawdziwi, pokazują się, pokazują swoją rzeczywistość, swój punkt widzenia i opinię na temat, który go dotyka. Dzieli się to na różne kategorie. Od nastolatków, przez modę, urodę, podróże i rodzicielstwo (nienawidzę tego słowa: „parenting”).
Blogi są przeróżne, pisane przez setki, ba, tysiące osób. Z roku, na rok coraz więcej. Cieszy mnie to, oczywiście — ale i przeraża. Im dłużej jestem w blogowym świecie, tym bardziej widzę, że coś w tym kierunku idzie nie tak. Coś się psuje, nie tak miało być. Nie tak być powinno.

O czym piszę?

Poruszę jeden (pewnie dużo razy powtarzany, nie wiem) temat. Jest to „wzajemna adoracja”, chociaż może to za duże słowo. Chodzi o to, że zauważam, że co raz to częściej można napotkać, coś takiego jak: F4F, obs = obs, czy kom = kom.

O co chodzi?
Ta „idea”, polega na tym, że osoba „A” zaobserwuje, skomentuje czy tam zafollowuje na Insta, a osoba „B”, odwdzięcza się tym samym. Przy tym liczba obserwatorów, lajków, followers, czy komentarzy (często bezsensownych) się zwiększa. Tylko po co?

Często osoby, które blogi założyły, kierując swoje zamierzenia na „współprace”, na korzyści płynące z blogowania i tylko dlatego blogują, bo: „Blogerki dostają, ja też chcę mieć coś za darmo, założę sobie bloga” - właśnie czymś takim się kierują. Swoją uwagę przyciągają hasłami OBS = OBS, F4F, KOM = KOM. Szczerze? Jest to dla mnie chore. Tak, chore, bo co da takiej blogerce dodatkowa liczba w obserwatorach, na Insta, czy Facebook, skoro jej blog to jedna wielka współpraca, a czytelnicy to dla niej tylko źródło dodatkowej darmochy. Często taki OBS jest pusty, ktoś zaobserwuje i więcej nie wraca. Liczba dodatkowa jest. Taka blogerka się cieszy.

Dla mnie ważniejsza jest ilość osób czynnych w życiu bloga, to czytelnicy tworzą społeczność, nie współprace są ważne, ale to, co chcemy w blogu przekazać. Owszem, jest to jakiś fajny dodatek, poznać coś nowego, pokazać innym, powiedzieć czy na blogerce, która to opisuje, to się sprawdziło, czy warte jest zakupu.
Tylko co, jak taka blogerka/bloger kłamie, bo „dostałam, to pochwalę, bo mi więcej nie dadzą". Napisze, że coś jest super, idealne pod każdym względem, a nie jest? Czytelnik wtedy myśli sobie, że blogerzy to kłamcy, zraża się, traci zaufanie. I tu już zaczynają się schody, dla tych uczciwych, którzy wkładają serce, czas, pracę, często też narażają zdrowie, stan skóry, po to, by pokazać ludziom, jaka jest dana rzecz. I praca idzie na marne, bo inna blogerka narobiła bagna.

Jeszcze lepszym przykładem są recenzje/opisy — zwał jak zwał, które niczego nie wnoszą. Blogerka dostaje, powiedzmy podkład, za ciemny do karnacji, nie pasuje jej, ale opisuje (bez zdjęć na twarzy, a jedynie na dłoni), że kolor idealnie pasuje do jej skóry, super się nosi. Zapomina, że często pokazuje swoją twarz, ludzie widza, jakie tony kolorystyczne ma jej cera (powiedzmy, że jest jasna), a tu nagle recenzja podkładu w kolorze „warm beige” i idealnie pasuje... że tak powiem WTF?!
Jak ludzie mają uwierzyć, jak blogerka kłamie prosto w monitor. Chryste (choć nie do końca wierząca jestem) zmiłuj się.

Pewnie wiecie już, o co mi chodzi. Takie blogerki po prostu niszczą opinię innych. Podczas gdy ja staram się łapać każdą wolną chwilę, pomiędzy szarpaniem za rękę, bawieniem lalkami, układaniem puzzli, odrabianiem lekcji, czy też po prostu uczeniem się do własnej szkoły (tak, ja nadal się edukuję i bynajmniej nie jest to liceum ani studia) trzymaniem nogi, et cetera, et cetera, to taka blogerka nabija sobie kolejne liczby, by coś dostać.

Wkurza mnie niemiłosiernie, gdy taka, że tak napiszę, nisza blogosfery, która prócz darmowych rzeczy, które otrzymała, nie jest w stanie zaoferować nic innego, prócz recenzji „bo dostałam, a jak nie dostanę, to nie będzie postów”, żeruje na opinii BLOGERÓW, którzy naprawdę wkładają swoje serce i pasję w to, co robią.

I żeby nie było, nie uważam się za jakąś niesamowitą blogerkę, sławną, czy rozsławianą. Jestem zwykłą blogerką, która stara się wkładać, w to 100% siebie, pomagać blogerom, którzy zaczynają dopiero przygodę. Jestem kobietą ze WSI, urodziłam się w mieście, życie spędziłam na wsi, nadal na wsi mieszkam, jestem matką, żoną, jestem też synową, córką. Jestem człowiekiem, tą Gosią, co miała szalone pomysły, żyła swoim światem, co imprezowała, jestem tą Gosią, która miała zawsze problemy z naukami ścisłymi, a szczególnie w matematyce (jestem noga, słowo daję). Po prostu.
Przepraszam, jeżeli kogoś uraziłam, ale takie jest moje zdanie i go nie zmienię.


Przepraszam też, że ten post jest taki długi, nie wiem, czy określiłam też, wszystko, co chciałam napisać. Napiszcie mi, proszę, co Wy na ten temat myślicie.